<title_newspaper="Przekrój">
<title_article="Hanna Zientarowa">
<author_1="St. Wrotny">
<language="pl">
<style="press">
<year="1954">
<month="9">
<date="1954-09-12">
<period="w">
<status="1_obieg">
<support="paper">
Panią Hannę, czterokrotną mistrzynię Polski w jeździe na kajakach wyścigowych „jedynkach" i „dwójkach" spotykam w lokalu Zrzeszenia „Spójnia" w Warszawie. Okazuje się, iż jest ona nie tylko mistrzynią sportu, ale również kierownikiem działu organizacji i planowania w Radzie Głównej Zrzeszenia! Na stanowisku tym pracuje już dwa lata. Jeśli dodać, że nasza mistrzyni jest również już od 5 lat mężatką, staje się jasne, że o kajakach rozmawiamy w sposób poważny i zasadniczy. — Jak wygląda trening kajakowca w lecie i w zimie? — W lecie trenuję codziennie, to znaczy 7 razy w tygodniu; 3 razy tygodniowo jest to wyłącznie gimnastyka. Pozostałe dni jazda na Wiśle. W czasie jednego treningu jadę 3-4 km w górę rzeki. Przeważnie jest to jazda tzw. „na wytrzymałość". Raz w tygodniu trenuję starty, a raz jest to najważniejszy tzw. trening „powtórzeniowy". — Na czym polega ten trening? — Kajakowy wyścig kobiet odbywa się na trasie 500 m. Trening polega na tym, że trasę tę przejechać trzeba trzy razy z krótkim tylko wypoczynkiem pomiędzy jednym a drugim przejazdem. Dowcip polega zaś na tym, iż każdy następny przejazd musi się odbyć w czasie krótszym niż przejazd poprzedni. Chodzi tu o nabycie umiejętności rozkładania sił. — A w zimie? — W zimie trenuję 5 razy w tygodniu: 3 razy gimnastyka, 2 razy pływanie wpław plus wiosłowanie. Wspomnę przy tym o takim ciekawym szczególe: wioślarze, którzy zimą trenują na tzw. aparacie, siedzą jak gdyby w łodzi umocowanej nieruchomo ponad powierzchnią wody. Natomiast kajakowcy trenują w ten sposób, że siedzą na desce zanurzonej nieco w wodzie. Woda sięga do bioder.
</support>
</status>
</period>
</date>
</month>
</year>
</style>
</language>
</author_1>
</title_article>
</title_newspaper>
 
